Człek ranny

autor:  Tomasz Nowacki
5.0/5 | 11


O świcie nad miastem unoszą się sny.
Nietrwałe, niejasne,
rozwiane, wraz z brzaskiem
znikają jak jedwab porannych tchnień mgły.

Już budzą się domy, tak dobrze to znam.
I z zimna drżą dzwony
ze snów drugiej strony,
leniwie ziewają zawiasy od bram.

Snem lepka ulica nie wierzy we świt.
Co drugi przemyca
sny prosto z księżyca;
autobus czy tramwaj – kto może ten śpi.

I ja też wstać muszę by dogonić dzień.
Choć poduszki puszek
szept sączy do uszek,
że przecież szczęśliwy tak może być leń.



(braciom i siostrom w rannych śpiochach ten wierszyk dedykuję:-)

Wersje wiersza


 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

@Waldemar

Bardzo mi miło, że Ci się podoba. Co do celowości zabiegu - tak się wzięło i wyszło jakoś samo:))

Tomaszu

wyczarowałeś bardzo piękny wiersz, o ciekawej konstrukcji i niezwykły w swoim klimacie. Trzy pierwsze zwrotki urocze, czwarta trochę odbiega od reszty ale podejrzewam, że jest to zabieg celowy, tak jak wyrywającym z pięknego snu jest brutalne przebudzenie.

@Marek

Dzięki...:)
Mnie za to przypomina się przysłowie: kto rano wstaje, ten często ziewa:)

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Wiersz jest cudnej urody.
Ma znakomity rytm.
Doceniam choć do śpiochów nie należę.
Jak tylko otworzę oczka to zaraz mi się przypomina...
wstawaj szkoda dnia
wstawaj szkoda dnia
2+1
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

@Paweł

dziĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘki:)

aaa

pięć gwiazdek za nastrój i za leniwie ziewające zawiasy bram ;)
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

@Zbyszek

Byleby mnie ta forma nie zatopiła w formalinie:)

Moja ocena

Doskonalisz mistrzostwo konsekwentnego prowadzenia formy.
:-)

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: