O 12. na przystanku

autor:  marakuja
4.9/5 | 9


Zabił we mnie dzwon. Pożar, powódź z gradem, sąd wstępny,
papiery proszę, akceptujemy tylko zielone:
przy przystanku rzyga dziewczyna potrącana przez rówieśnika. Kochanek czy diabeł jeden diabeł.
Popruł się sztandar glorii. Buty zdarte. Chwała dżinsowej wyćwiekowanej spódnicy oklapła i leży jak deska sedesowa.
Biła dwunasta święta godzina. Zwiastował Pannie, poczęła, a tutaj wszystko jak gdyby nigdy nikt. Bo jak uwierzyć, że Chleb
jest za darmo, gdy głupie piwo kosztuje 6 złotych.

Wersje wiersza


 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

czytam

w masce megasuper kobiety
wśród innych megasuper kobiet zrośniętych ze swoimi maskami

myślała: a może one takie są prawdziwe?


megasuper baba

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: