Do granic | wersja: 25.03.2013 19:28
Nie wiem jak ty myślisz o ostatnim czasie.
Ostatnie były tylko słowa, przedostatnia moja krzywda, z twoich rąk.
Zapędziłeś mnie z miłości w niezrozumiałą niepewność.
Mówię ci stój.
Nic już nie rób, albo co chcesz,
ale nie pozwolę ani jednej łzie by spadła z twojego powodu.
Chyba jestem za słaba na miłość.
Cierpienie, rany i przeklętą samotność to niemalże główne moje wspomnienia.
Składam ręce do modlitwy niezmiennie prosząc Boga o siłę.
Czuję, że gdyby nie jakaś wiara, gdyby nie czyjaś tak pomocna niewidzialna dłoń
nie stać by mnie było, by otrzeć łzy i uwierzyć w jutro.
Trudno.
Żyję a moje serce nierównomiernie bije.
Mam uczuciową arytmię.
Ogień przenika przez deszcz,
a niemożliwa dla mnie jest miłość.
Płomień słabnie i wytwarza się gorąca smuga pary wodnej.
Nie idealnie przenika.
Wszędzie są komplikacje.
Ale jest też ich umiar.
Znam go, mimo to i tak nadciągam go do granic wytrzymałości.
Most został podniesiony,
ty patrzysz jak się unosi w górę,
bez reakcji,
stoisz i chyba liczysz, że jakimś cudem te liny się zerwą i on spadnie.
Zależało ci, by być w środku tego zamku,
mówiłeś, że tam jest twoje szczęście,
podobno kochałeś go…
A sprzedałeś go za świnię.
Teraz ona ci tylko została.
Zdradziłeś, nawet do niego tajne skrytki.
Jakaś szara komórka jednak zadziała w twoim mózgu
i rzuciłeś się na ten most,
tak nieudolnie, że wpadłeś do rzeki
i topisz się teraz,
pomimo, że umiesz pływać,
niewiele wskórasz, wir jest zbyt mocny.
Byłeś wszystkiego świadomy.
Dzieci wybiegają z cyrku, dorośli z teatru.
Wytykają cię palcami potem wskazują na zamek
i na końcu zniesmaczeni, na świnię siedzącą na błotku
i machającą ci zakręconym ogonkiem.
Jakiś chłop tulący swą kobitę
tylko krzyknął
głupiec!
Ostatnie były tylko słowa, przedostatnia moja krzywda, z twoich rąk.
Zapędziłeś mnie z miłości w niezrozumiałą niepewność.
Mówię ci stój.
Nic już nie rób, albo co chcesz,
ale nie pozwolę ani jednej łzie by spadła z twojego powodu.
Chyba jestem za słaba na miłość.
Cierpienie, rany i przeklętą samotność to niemalże główne moje wspomnienia.
Składam ręce do modlitwy niezmiennie prosząc Boga o siłę.
Czuję, że gdyby nie jakaś wiara, gdyby nie czyjaś tak pomocna niewidzialna dłoń
nie stać by mnie było, by otrzeć łzy i uwierzyć w jutro.
Trudno.
Żyję a moje serce nierównomiernie bije.
Mam uczuciową arytmię.
Ogień przenika przez deszcz,
a niemożliwa dla mnie jest miłość.
Płomień słabnie i wytwarza się gorąca smuga pary wodnej.
Nie idealnie przenika.
Wszędzie są komplikacje.
Ale jest też ich umiar.
Znam go, mimo to i tak nadciągam go do granic wytrzymałości.
Most został podniesiony,
ty patrzysz jak się unosi w górę,
bez reakcji,
stoisz i chyba liczysz, że jakimś cudem te liny się zerwą i on spadnie.
Zależało ci, by być w środku tego zamku,
mówiłeś, że tam jest twoje szczęście,
podobno kochałeś go…
A sprzedałeś go za świnię.
Teraz ona ci tylko została.
Zdradziłeś, nawet do niego tajne skrytki.
Jakaś szara komórka jednak zadziała w twoim mózgu
i rzuciłeś się na ten most,
tak nieudolnie, że wpadłeś do rzeki
i topisz się teraz,
pomimo, że umiesz pływać,
niewiele wskórasz, wir jest zbyt mocny.
Byłeś wszystkiego świadomy.
Dzieci wybiegają z cyrku, dorośli z teatru.
Wytykają cię palcami potem wskazują na zamek
i na końcu zniesmaczeni, na świnię siedzącą na błotku
i machającą ci zakręconym ogonkiem.
Jakiś chłop tulący swą kobitę
tylko krzyknął
głupiec!
Wersje wiersza
- 30.12.2015 02:14
- 15.06.2015 02:31
- 27.03.2013 16:55
- 25.03.2013 19:28
KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ
