Codziennie szara | wersja: 22.12.2014 09:33
Choć nie święta, a Maria, nie w pantoflach, lecz boso.
Nie w południe, lecz rano i nie latem, a wiosną.
A my przy niej, nie za nią, takie małe jezuski,
nie królową, a panią uczyliśmy się mówić.
Uczyliśmy się słuchać, nie uszami, a sercem.
Naraz wstawać z upadków, klękać na dwa, w podzięce.
We trzech myśleć o czwartym, który tonął jak kamień.
Na pięć otwierać ręce, ,,nie” zamykać na amen.
Nie najświętsza wśród kobiet, nie Maryja, lecz mama.
Z kręgosłupem człowieka twardym żebrem Adama.
Nie modlitwą, choć słowem, nie farbami, a węglem
malowała swój obraz takiej, szarej, codziennej.
Nie w południe, lecz rano i nie latem, a wiosną.
A my przy niej, nie za nią, takie małe jezuski,
nie królową, a panią uczyliśmy się mówić.
Uczyliśmy się słuchać, nie uszami, a sercem.
Naraz wstawać z upadków, klękać na dwa, w podzięce.
We trzech myśleć o czwartym, który tonął jak kamień.
Na pięć otwierać ręce, ,,nie” zamykać na amen.
Nie najświętsza wśród kobiet, nie Maryja, lecz mama.
Z kręgosłupem człowieka twardym żebrem Adama.
Nie modlitwą, choć słowem, nie farbami, a węglem
malowała swój obraz takiej, szarej, codziennej.
Wersje wiersza
- 19.04.2015 08:47
- 22.12.2014 09:33

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Mój komentarz
Dawno nie czytałem równie pięknego i wzruszającego wiersza o matce. Ten hołd złożony matce, to nie wymyślne słowa i wyszukane metafory, wręcz przeciwnie; proste słowa, które zawierają wielki ładunek emocjonalny i uniwersalne wartości, ułożone w zgrabne wersy o wspaniałej rytmice i nienarzucających się rymach. Bo najtrudniej jest pisać o sprawach najprostszych. Brawo. Serdeczności dla autora.Moja ocena
Moja ocena