Stagnacja

author:  Czarne szczenięta
5.0/5 | 4


W jej pokoju
kawa, mleko
zegar z Merlin
tyk, tyk
odlicza
któż to wie co, czas cyfry zmył
ona i tak ich nie liczy
nie liczy nic...

Czasem uchyli fantazji zasłonę
patrzy
i krzywi się ze zdziwienia w lewą stronę ,
a tam:
narkoman wstrzykuje ranek pachnący marcepanem
para kochanków nie trzyma się jeszcze za ręce
za jasno
za wcześnie
ona szepcze " nie jeszcze"
bez ręczny starzec na spacerze z kulawym psem
ktoś pada
ktoś wstaje
wszyscy czas nazywają dniem

Jak zwierze w klatce znudzone
z powrotem zasłania zasłonę
celując igłą nie ostatni dziś raz
puszcza muzykę
i jest nikim.
Nie, nie boi się w tym trwać
ale jest coś co tnie powoli
tępym toporem
przy ramionach jej głowę..

CODZIENNE TE SAME PYTANIA
CO WYDAJA SIĘ BYĆ NOWE.

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  
24.09.2011,  renee

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
24.09.2011,  batuda

My rating

My rating:  
24.09.2011,  Zuzanna