Stagnacja | version: 24.09.2011 09:56

5.0/5 | 4


W jej pokoju
kawa, mleko
zegar z Merlin
tyk, tyk
odlicza
któż to wie co, czas cyfry zmył
ona i tak ich nie liczy
nie liczy nic...

Czasem uchyli fantazji zasłonę
patrzy
i krzywi się ze zdziwienia w lewą stronę ,
a tam:
narkoman wstrzykuje ranek pachnący marcepanem
para kochanków nie trzyma się jeszcze za ręce
za jasno
za wcześnie
ona szepcze " nie jeszcze"
bez ręczny starzec na spacerze z kulawym psem
ktoś pada
ktoś wstaje
wszyscy czas nazywają dniem

Jak zwierze w klatce znudzone
z powrotem zasłania zasłonę
celując igłą nie ostatni dziś raz
puszcza muzykę
i jest nikim.
Nie, nie boi się w tym trwać
ale jest coś co wydaje się
ucinać tępym toporem
przy ramionach jej głowę..

CODZIENNE TE SAME PYTANIA
CO WYDAJA SIĘ BYĆ NOWE.

Poem versions

 
COMMENTS


My rating

My rating:  
24.09.2011,  renee

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
24.09.2011,  batuda

My rating

My rating:  
24.09.2011,  Zuzanna