Spotkanie z Innym - Nie było odbiorników telewizyjnych więc słuchali bajania starszych | version: 30.09.2014 21:51
Były to odległe czasy
Do pracy dojeżdżał mifą
Pewnej nocy wracał z drugiej zmiany
A noc była ciemna
Na niebie żadnej gwiazdy
Do domu miał ze dwa kwadransy
Kiedy się wiatr zerwał szalony
Ktoś zaczął gwizdać
Jakby biec obok niego
Przypomniał sobie opowieści starszych
O spotkaniu z INNYM
Który przybył nie wiadomo skąd
I że takie spotkanie
Dla człowieka może źle się skończyć
Więc nacisnął na pedały ile sił miał w nogach
Serce o mało mu nie wyskoczyło
Drogi nie było widział bo ciemno
Jechał na oślep
INNY nie odpuszczał
Coraz głośniej gwizdał
W końcu dojechał do swojej chałupy
Rower na placu porzucił
Wpadł do izby
Drzwi zaryglował
Kapotę na haczyku zawiesił
Na wpół przytomny usiadł na ławie
Bladą twarz w dłonie schował
Żona jego pomyślała że pijany
Kiedy swój strach już opanował
Opowiedział jej co słyszał i przeżył
Potem przysnął na siedząco
Kobieta przerażona tą opowieścią
Usiadła na taborecie w najciemniejszym kącie
Szeptała sama do siebie
Jeszcze mu INNY rower zabierze
Nasłuchiwała czy nie chodzi wkoło chałupy
Ale była taka cisza
Że nawet pies nie zaszczekał
Potem rozejrzała się po izbie
Żeby się upewnić
Czy INNY nie wkradł się do środka
Wzrok zatrzymała na kapocie
Z kieszeni wystawała butelka
Taka po oranżadzie
Nie była zamknięta
Korek bezwładnie zwisał
Woził w niej zbożówkę do pracy
Uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą
Pomyślała ale ten mój chłop strachliwy
Nie było żadnego INNEGO
Żaden INNY go nie gonił
To tylko wiatr gwizdał sobie na butelce
Wystającej mu z kieszeni
Do pracy dojeżdżał mifą
Pewnej nocy wracał z drugiej zmiany
A noc była ciemna
Na niebie żadnej gwiazdy
Do domu miał ze dwa kwadransy
Kiedy się wiatr zerwał szalony
Ktoś zaczął gwizdać
Jakby biec obok niego
Przypomniał sobie opowieści starszych
O spotkaniu z INNYM
Który przybył nie wiadomo skąd
I że takie spotkanie
Dla człowieka może źle się skończyć
Więc nacisnął na pedały ile sił miał w nogach
Serce o mało mu nie wyskoczyło
Drogi nie było widział bo ciemno
Jechał na oślep
INNY nie odpuszczał
Coraz głośniej gwizdał
W końcu dojechał do swojej chałupy
Rower na placu porzucił
Wpadł do izby
Drzwi zaryglował
Kapotę na haczyku zawiesił
Na wpół przytomny usiadł na ławie
Bladą twarz w dłonie schował
Żona jego pomyślała że pijany
Kiedy swój strach już opanował
Opowiedział jej co słyszał i przeżył
Potem przysnął na siedząco
Kobieta przerażona tą opowieścią
Usiadła na taborecie w najciemniejszym kącie
Szeptała sama do siebie
Jeszcze mu INNY rower zabierze
Nasłuchiwała czy nie chodzi wkoło chałupy
Ale była taka cisza
Że nawet pies nie zaszczekał
Potem rozejrzała się po izbie
Żeby się upewnić
Czy INNY nie wkradł się do środka
Wzrok zatrzymała na kapocie
Z kieszeni wystawała butelka
Taka po oranżadzie
Nie była zamknięta
Korek bezwładnie zwisał
Woził w niej zbożówkę do pracy
Uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą
Pomyślała ale ten mój chłop strachliwy
Nie było żadnego INNEGO
Żaden INNY go nie gonił
To tylko wiatr gwizdał sobie na butelce
Wystającej mu z kieszeni
Poem versions
- 2.10.2014 20:18
- 30.09.2014 21:51
- 18.09.2012 22:59
- 14.09.2012 23:02
- 14.09.2012 22:58

My rating
Moja ocena
Wspaniale!My rating
My rating
Moja ocena
znam to