godziny, rok | version: 4.12.2013 19:35

author: marakuja
5.0/5 | 5


Wypełnia się rok.
W mieście zostały najwytrwalsze ptaki
o srebrnych oczach. Mróz ścina policzki jakby uderzał
albo pieścił.
Mężczyźni przyspieszają kroku, byle szybciej do sielskiego ognia i chleba z białym serem.
Ich kobiety idą za nimi, patrzą na ich plecy albo stopy.
W domu dzwoni przyjaciel, karłowacieje przed telewizorem w towarzystwie ciepłego piwa i chałwy z wyprzedaży po terminie ważności. Kiedyś potrącił sarnę i bał się ją dobić. Nie może tego zapomnieć jak ponurego cyrku.
Wsłuchuję się w słowa zbędne i konieczne
przy regularnym tętnie wskazówek zegara.
Czas czołga się naprzód, wbija drzazgi w kolana, w nasze kolana.


 
COMMENTS


My rating

My rating:  
05.12.2013,  bezecnik

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
04.12.2013,  Asia Kula

@Marek

popatrz na ilość wersji wiersza, wprowadzanych zmian. trochę się z nim morduję, ale to jeden z tych, z których jestem i tak bardziej zadowolona. :)
04.12.2013,  marakuja

My rating

My rating:  
04.12.2013,  A.L.

@

OK. Poczekam
:-)

@Marek

może jak trochę sobie poleży to dojrzeje do zmiany :)
04.12.2013,  marakuja

Moja ocena

Anno, jest kilka fajnych grzybków w tym wielkim garze barszczu.
Może inna forma zapisu będzie lapsza.? Plus jakieś odrzuty.
My rating: