godziny, rok | version: 4.12.2013 19:35
Wypełnia się rok.
W mieście zostały najwytrwalsze ptaki
o srebrnych oczach. Mróz ścina policzki jakby uderzał
albo pieścił.
Mężczyźni przyspieszają kroku, byle szybciej do sielskiego ognia i chleba z białym serem.
Ich kobiety idą za nimi, patrzą na ich plecy albo stopy.
W domu dzwoni przyjaciel, karłowacieje przed telewizorem w towarzystwie ciepłego piwa i chałwy z wyprzedaży po terminie ważności. Kiedyś potrącił sarnę i bał się ją dobić. Nie może tego zapomnieć jak ponurego cyrku.
Wsłuchuję się w słowa zbędne i konieczne
przy regularnym tętnie wskazówek zegara.
Czas czołga się naprzód, wbija drzazgi w kolana, w nasze kolana.
W mieście zostały najwytrwalsze ptaki
o srebrnych oczach. Mróz ścina policzki jakby uderzał
albo pieścił.
Mężczyźni przyspieszają kroku, byle szybciej do sielskiego ognia i chleba z białym serem.
Ich kobiety idą za nimi, patrzą na ich plecy albo stopy.
W domu dzwoni przyjaciel, karłowacieje przed telewizorem w towarzystwie ciepłego piwa i chałwy z wyprzedaży po terminie ważności. Kiedyś potrącił sarnę i bał się ją dobić. Nie może tego zapomnieć jak ponurego cyrku.
Wsłuchuję się w słowa zbędne i konieczne
przy regularnym tętnie wskazówek zegara.
Czas czołga się naprzód, wbija drzazgi w kolana, w nasze kolana.
Poem versions

My rating
My rating
My rating
@Marek
popatrz na ilość wersji wiersza, wprowadzanych zmian. trochę się z nim morduję, ale to jeden z tych, z których jestem i tak bardziej zadowolona. :)My rating
@
OK. Poczekam:-)
@Marek
może jak trochę sobie poleży to dojrzeje do zmiany :)Moja ocena
Anno, jest kilka fajnych grzybków w tym wielkim garze barszczu.Może inna forma zapisu będzie lapsza.? Plus jakieś odrzuty.