Ach.... | version: 20.09.2022 12:25
Zmęczyło mnie udawanie martwej.
Że duch martwy, nie ciało.
Ciało żyje, złośliwie się nie poddając.
Widać cierpienia było za mało.
I tak przywykło do swojej mimikry,
w troskach codziennych unużane,
że gdzież mu tam do modlitwy,
gdzieś hen ogrody różane.
Przebiegle schwyciłam Pana Boga za nogi,
przecież mnie nie odrzuci.
Wróciłam dzieckiem, choć ze starą duszą,
znów zamieszkałam wśród ludzi.
Obciążona niczym pokutnym worem
uzbieraną mądrością życiową
chciałabym zaniknąć już, z jesienią,
żadnych wzruszeń, żadnej drogi nowej.
Ale się nie wykręcę, chwytając bożą szatę.
Jesteś świecie nieprosty,
nie złotowłosy, złotooki, lniany,
lecz połamany, same guzy, zrosty.
Muszę zejść ze swojego trawnika
wprost w ramiona cyklonu.
Chciałaś żyć, więc żyj duszo
i nie skarż się już nikomu.
Że duch martwy, nie ciało.
Ciało żyje, złośliwie się nie poddając.
Widać cierpienia było za mało.
I tak przywykło do swojej mimikry,
w troskach codziennych unużane,
że gdzież mu tam do modlitwy,
gdzieś hen ogrody różane.
Przebiegle schwyciłam Pana Boga za nogi,
przecież mnie nie odrzuci.
Wróciłam dzieckiem, choć ze starą duszą,
znów zamieszkałam wśród ludzi.
Obciążona niczym pokutnym worem
uzbieraną mądrością życiową
chciałabym zaniknąć już, z jesienią,
żadnych wzruszeń, żadnej drogi nowej.
Ale się nie wykręcę, chwytając bożą szatę.
Jesteś świecie nieprosty,
nie złotowłosy, złotooki, lniany,
lecz połamany, same guzy, zrosty.
Muszę zejść ze swojego trawnika
wprost w ramiona cyklonu.
Chciałaś żyć, więc żyj duszo
i nie skarż się już nikomu.
Poem versions

My rating
My rating
My rating
My rating