słoniki | version: 10.10.2019 10:07

author: Wiesława Bień
5.0/5 | 7


śpisz do syta. uderzasz
w punkt. a ja czekam rozpięta
jak słońce w zenicie.
jakby to miało pomóc.
budzisz się. całujesz po powiekach.
ohyda. układam wstęp do tej samej bajki.
nadgryzam kłamstwo.chwieje się powieka
i w myślach lepko. zastanawiam się w jaki sposób
przypina się do ciebie. normalnie?
przecież że nienormalnie.
normalnie nawet byś na nią nie spojrzał.
sprawdzam czas. ślimaczy się.
a nosy rosną jak we francuskiej bajce.
tłuką się na mnie porcelanowe słoniki -
jest jeszcze wiele. finezyjnie pękają w dłoniach.
zadzieram kolana. sprawdzam czas.
ślimaczysz się jak zwykle. no idź już wreszcie.
kiedyś i ona się dowie. jak mocno pachniesz fekaliami.
poszukam kartki. gdzieś tu była.
napiszę wiersz. o tym.
posklejam z nadzieją.
słoniki to żaden dowód.

Poem versions

 
COMMENTS


My rating

My rating:  
10.10.2019,  A.L.

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

Moja ocena

Wiesiu
Takie ,Słoniki , mogę czytać niezliczoną ilość razy.

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating: