. | version: 3.03.2019 10:43

author: Ula eM
0.0/5 | 0


Kamykiem o ostrych krawędziach rozcięłam oporny
owoc.Latem, aby go podzielić.
Sok zranionego jabłka popłynął wzdłuż krzemienia,
po jego odłupanych, ostrych krawędziach.
Obracając w słońcu dziwny artefakt myślałam,
że usłużnie czekał na mnie, wymknąwszy się
spod lodowca.
Płaskie muszelkowe powierzchnie były jednak zbyt regularne,
nie wytrawione czasem,ale - uzyskane.
Zbyt jasno lśnił polukrowany jabłkowym sokiem.
Przepełniona szczęściem, czułam
jak przyrasta do palców, do oczu, do serca.
Ślad po człowieku.
Znaleziony w pustynnej czasoprzestrzeni, po której błąkam się
od zawsze, mając w sercu nieznane wołanie.
Noszę go teraz w kieszeni, nie za blisko,
aby tamta, zapomniana dusza nie przylgnęła do mnie.
Mój amulet, przypomnienie, że nigdy nie byłam sama.

Poem versions

 
COMMENTS