. | version: 3.03.2019 10:06
Kamykiem o ostrych krawędziach rozcięłam oporny
owoc.Latem, aby go podzielić.
Sok zranionego jabłka popłynął wzdłuż krzemienia,
po jego odłupanych, ostrych krawędziach.
Obracając w słońcu dziwny artefakt myślałam,
że usłużnie czekał na mnie, wymknąwszy się
spod lodowca.
Płaskie muszelkowe powierzchnie były jednak zbyt regularne,
nie wytrawione czasem, ale jakby "amputowane".
Zbyt jasno lśnił polukrowany jabłkowym sokiem.
Przepełniona szczęście, czułam
jak przyrasta do palców, do oczu, do serca.
To przecież ten ślad po człowieku, znaleziony
w pustynnej czasoprzestrzeni, po której błąkam się
od zawsze, mając w sercu nieznane wołanie.
Odtąd noszę go w kieszeni, nie za blisko,
aby nieznana, zapomniana dusza nie przylgnęła do mnie.
Mój amulet, przypomnienie, że nigdy nie byłam sama.
owoc.Latem, aby go podzielić.
Sok zranionego jabłka popłynął wzdłuż krzemienia,
po jego odłupanych, ostrych krawędziach.
Obracając w słońcu dziwny artefakt myślałam,
że usłużnie czekał na mnie, wymknąwszy się
spod lodowca.
Płaskie muszelkowe powierzchnie były jednak zbyt regularne,
nie wytrawione czasem, ale jakby "amputowane".
Zbyt jasno lśnił polukrowany jabłkowym sokiem.
Przepełniona szczęście, czułam
jak przyrasta do palców, do oczu, do serca.
To przecież ten ślad po człowieku, znaleziony
w pustynnej czasoprzestrzeni, po której błąkam się
od zawsze, mając w sercu nieznane wołanie.
Odtąd noszę go w kieszeni, nie za blisko,
aby nieznana, zapomniana dusza nie przylgnęła do mnie.
Mój amulet, przypomnienie, że nigdy nie byłam sama.
Poem versions
COMMENTS
ADD COMMENT
