Powroty | version: 18.06.2018 17:25
Mogę tu wrócić.
Ławka, co bielą wabi starą
strzyżony trawnik pod swe nogi,
secesji stęchłej krzywy uśmiech
posyła nowym pannom młodym
o długich skrzydłach,jak welony.
Spośród mrowiska
usypanego przy nasturcjach
- liturgia odejść ,
stały element widowiska.
Mogę tu wrócić.
Zasilić życiem krzewy winne,
które upadły z cienkiej kraty
przymrozkiem ścięte przerażenia,
syte cierpkości swych owoców
jak stary człowiek złorzeczenia.
I mgłą jesienną się panoszyć
pomiędzy drzewa, ławki, kwiaty.
Całować martwe, mdłe westchnienia
czasu, który przeminął,
czasu, który nie wróci.
Mogę.
A potem długim pocałunkiem
zaduszę wszystkie gorzkie żale.
I do karafki kryształowej wrzucę
razem z bursztynem i wiśniami,
zamknę - i niech słońce złoci.
Dłonią zagarnę grudkę ziemi.
Chyba
nie wrócę tej jesieni.
Nie wrócę.
Ławka, co bielą wabi starą
strzyżony trawnik pod swe nogi,
secesji stęchłej krzywy uśmiech
posyła nowym pannom młodym
o długich skrzydłach,jak welony.
Spośród mrowiska
usypanego przy nasturcjach
- liturgia odejść ,
stały element widowiska.
Mogę tu wrócić.
Zasilić życiem krzewy winne,
które upadły z cienkiej kraty
przymrozkiem ścięte przerażenia,
syte cierpkości swych owoców
jak stary człowiek złorzeczenia.
I mgłą jesienną się panoszyć
pomiędzy drzewa, ławki, kwiaty.
Całować martwe, mdłe westchnienia
czasu, który przeminął,
czasu, który nie wróci.
Mogę.
A potem długim pocałunkiem
zaduszę wszystkie gorzkie żale.
I do karafki kryształowej wrzucę
razem z bursztynem i wiśniami,
zamknę - i niech słońce złoci.
Dłonią zagarnę grudkę ziemi.
Chyba
nie wrócę tej jesieni.
Nie wrócę.
Poem versions

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating