Uważaj tłumaczę | version: 29.12.2012 23:59
Stałeś się niebezpieczny,
bo sprawiłeś, że staję się zależna od Ciebie.
Wznoszę przenikliwy krzyk
a on odbija się od skał
z echem wracają do mnie rozpaczliwe sylaby.
Stoję pośrodku i w oczach mijają mi rozmazane krzywe.
Czy możliwa jest między nami dodatnia parabola,
z punktem wspólnym, do którego oboje dążymy?
Przestraszyłeś wiatr…
Wiatr chociaż czuję.
Nieuchwytny ze zdolnością obezwładnienia mnie
w dowolnej chwili.
Nie wiem już czy to wina Twej siły czy mojej uległości.
Dajesz mi słodkie złudzenia,
którym nie sposób się oprzeć.
Czarujesz, prowokujesz i zdobywasz
moje zmysły
i przeróżne fantazje.
Witasz mnie obsypując płatkami mojego ulubionego kwiatu.
Patrzę Ci wtedy w oczy
i nie umiem odczytać…
Ale nie waham się.
Łapię te płatki na dłoń i przesyłam Ci je moim powietrzem.
Nagle wracamy do przytomności
ale nie wybudzamy się z błogości.
Bierzesz mnie w samej koszuli i wynosisz na taras.
Tam wtórujemy się w szczerych wyznaniach
i to my witamy słońce.
Czemu ulubiłeś sobie tak tą nocą, w której Cię nie widzę?
Przecież chciałbyś naszego wspólnego.
Nie oduczę się Ciebie tylko będę Cię uczyć siebie.
Uważaj, tłumaczę.
Rozpływający się szept w powietrzu zawisły
pomiędzy naszymi ustami,
które domagają się rozkoszy pocałunków.
Hormony stworzyły zmysłową aurę.
Błyskiem spod miliona rzęs
uwodzę Pana.
Przyzna mi Pan, że bez reszty sobie ulegliśmy.
Nie mogąc już wytrzymać
Pan zbliża się niebezpiecznie blisko.
Sięga ręką mojej głowy
i zaczynając od nasady włosów
po szyję
aż po mój cały akt
Pan coraz intensywniej dotyka mnie.
Wymiennie stykając się z parkietem przeplatamy nasze ciała.
Pan taki bezwstydny dżentelmen
wnika w każdy mój receptor czuciowy.
Zatraciłam rozsądek robiąc to z Panem.
A Pan rzekł, że niesamowicie podnieca pana
odważnie otwierająca się kobieta.
Leżąc na Pana piersi słyszę głośno brzmiące kołatanie naszych serc.
Ten impuls nie został jeszcze ujarzmiony.
Zwodzę Pana soczystym orzeźwieniem.
Wkradając się we mnie posługuje się Pan perfekcyjną taktyką.
Pana palec w moich ustach pomaga mi złapać oddech
Po chwili zwalnia pan targając jednocześnie moje włosy.
Najlepiej w każdym drgnięciu.
Tylko dla siebie tak hojni.
Jedyni nie skąpiący sobie przyjemności
Zdolni na wszystko za najlepszą jakość.
Sobą malujemy obrazy zakazane
a będące pięknem odwiecznym i nieprzeminionym.
Topimy naszą moralność
i rzucamy się w płomień za pożądaniem.
bo sprawiłeś, że staję się zależna od Ciebie.
Wznoszę przenikliwy krzyk
a on odbija się od skał
z echem wracają do mnie rozpaczliwe sylaby.
Stoję pośrodku i w oczach mijają mi rozmazane krzywe.
Czy możliwa jest między nami dodatnia parabola,
z punktem wspólnym, do którego oboje dążymy?
Przestraszyłeś wiatr…
Wiatr chociaż czuję.
Nieuchwytny ze zdolnością obezwładnienia mnie
w dowolnej chwili.
Nie wiem już czy to wina Twej siły czy mojej uległości.
Dajesz mi słodkie złudzenia,
którym nie sposób się oprzeć.
Czarujesz, prowokujesz i zdobywasz
moje zmysły
i przeróżne fantazje.
Witasz mnie obsypując płatkami mojego ulubionego kwiatu.
Patrzę Ci wtedy w oczy
i nie umiem odczytać…
Ale nie waham się.
Łapię te płatki na dłoń i przesyłam Ci je moim powietrzem.
Nagle wracamy do przytomności
ale nie wybudzamy się z błogości.
Bierzesz mnie w samej koszuli i wynosisz na taras.
Tam wtórujemy się w szczerych wyznaniach
i to my witamy słońce.
Czemu ulubiłeś sobie tak tą nocą, w której Cię nie widzę?
Przecież chciałbyś naszego wspólnego.
Nie oduczę się Ciebie tylko będę Cię uczyć siebie.
Uważaj, tłumaczę.
Rozpływający się szept w powietrzu zawisły
pomiędzy naszymi ustami,
które domagają się rozkoszy pocałunków.
Hormony stworzyły zmysłową aurę.
Błyskiem spod miliona rzęs
uwodzę Pana.
Przyzna mi Pan, że bez reszty sobie ulegliśmy.
Nie mogąc już wytrzymać
Pan zbliża się niebezpiecznie blisko.
Sięga ręką mojej głowy
i zaczynając od nasady włosów
po szyję
aż po mój cały akt
Pan coraz intensywniej dotyka mnie.
Wymiennie stykając się z parkietem przeplatamy nasze ciała.
Pan taki bezwstydny dżentelmen
wnika w każdy mój receptor czuciowy.
Zatraciłam rozsądek robiąc to z Panem.
A Pan rzekł, że niesamowicie podnieca pana
odważnie otwierająca się kobieta.
Leżąc na Pana piersi słyszę głośno brzmiące kołatanie naszych serc.
Ten impuls nie został jeszcze ujarzmiony.
Zwodzę Pana soczystym orzeźwieniem.
Wkradając się we mnie posługuje się Pan perfekcyjną taktyką.
Pana palec w moich ustach pomaga mi złapać oddech
Po chwili zwalnia pan targając jednocześnie moje włosy.
Najlepiej w każdym drgnięciu.
Tylko dla siebie tak hojni.
Jedyni nie skąpiący sobie przyjemności
Zdolni na wszystko za najlepszą jakość.
Sobą malujemy obrazy zakazane
a będące pięknem odwiecznym i nieprzeminionym.
Topimy naszą moralność
i rzucamy się w płomień za pożądaniem.
Poem versions
- 14.07.2015 02:24
- 16.06.2015 02:16
- 29.12.2012 23:59

My rating
My rating
ach....
czy możliwa jest ta dodatnia parabola....My rating