moja Kapadocja | version: 27.02.2015 08:41

5.0/5 | 12


wracam z pracy w wąwozy blokowiska
zmierzch zapala światła
na mokradłach dookoła Wisły
piętrzą się okna sztucznych jaskiń

ulegam złudzeniu a przecież
miasto nie drąży tufowych skał zamiast
mozolnie wznosi kopce termitów
łapami z żelaza układa przestrzenne puzzle

po ulewie grzmią podziemne potoki
przez kraty włazów wyrywają się na jezdnie
żółtą pianą opluwają krawężniki
spychają przechodniów do otworów bram

kościoły ignorują elegancję fasad
otoczone rzeką ulic z trudem chronią ciszę
zdają się prowokować formą strzelistych wież
gotowych służyć każdej religii

oazy targowisk oferują szczęśliwość posiadania
rzeczy stworzonych poza dostępną mapą świata
kupowanie bez pikanterii negocjacji cen
anonimowe z każdej strony lady

nie pojadę już do Kaymakli i Derinkuyu
jak małża przytwierdzona do podłoża
daję się omywać falom niosącym odbite obrazy
wieczorem przypływa do mnie wypiętrzony Uçhisar

Na piątym stanęła winda zmusza do turystyki
mam szansę na wspinaczkę kominem schodów
włączam kontakt we wnętrzach na dziewiątym
dobrze mieć album fotografii pod powiekami


 
COMMENTS


@ Alina Gołecka

dawno nie dostałam takiego prezentu, dziękuję

My rating

Ten wiersz to perła, taka, której się długo szuka.
My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
02.05.2014,  A.L.

Moja ocena

piękny wiersz.
My rating:  

Moja ocena 5++

za tajemniczość Kapadacji
My rating:  
02.05.2014,  Beatrix

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

@

świetny!

My rating

My rating: