Na kanapie (A. Modigliani)

autor:  jakub mistral
5.0/5 | 17


Niebo będzie później.
Najpierw ugotujemy zupę
z resztek wczorajszej goryczy,
spierzchnięte usta bolą,
o poranku,
gubisz głoski
po podłodze
boso
snujesz się
jak dym.

Nie jestem Modiglianim,
ale gdybym był,
nie wypuściłbym z ram obrazu
twoich kształtów,
pieściłbym światłocienie
palcami.

Ocierasz się o wieczność.
W sprzyjających warunkach
czas jest plastyczny,
wygina się kocim grzbietem
na kanapie,
dozujesz
kolory,
paleta
wypadła
z rąk.



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

@ Przemysław Wróblewski

Dziękuję Przemku :)

****

Moja wyobraźnia oszalała :-)
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Kształty też mogą być dymem w niespokojnym, wygiętym czasie.

Świetny wiersz.
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

brawo ! to mi POEZJA !
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: