Bez łaski

autor:  Malwina
5.0/5 | 13


Kolana ścięte.
Półmrok - wskazany po wydechach w skażony konfesjonał
Koraliki same przeskakują .
Jak dobrze rozmawiać z Tobą.

Błoga cisza. Tylko tego potrzebuję.
Niech się stanie wola - Twoja – wykręcona twarz z bólu argumentem

Przerywany spokój z impetem otwiera drzwi drugiego ja.
Czuję swąd palonej wody. Złość nozdrzami zieje.
Myśli sypią się na posadzkę. Rozbijają w kawałkach jak moje porcelanowe ja.

Cóż to za miłość. Mam kości i mięśnie reszta u Ciebie.
Odchodzący zabierają miłość też ze sobą
Do Ciebie.

Znów przerwana cisza...

Kasłania, posuwiste kroki tych bliżej zameldowanych,
bo zamieszkują gdzie indziej.
Tajfunem wkręcają się w spokój
Poszewki na zewnątrz dostosowują błogości mimiki twarzy.

Unoszą moje stopy automatycznie w kierunku drzwi -
zawsze otwartych
Od progu blask słońca - moja jasność

mam tutaj tymczasowy meldunek…

*



 
KOMENTARZE


@ Marku

sama byłam zaskoczona po napisaniu...

@ Karol

bardzo dziękuję...

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

...mój ukłon Malwino...
Moja ocena:  

Moja ocena

Zaskakująco
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: