za często
targasz twej duszy luz
obnosząc maskę miast twarzy
zmienną jak próżny wiatr
niefrasobliwie uzurpując cierpienie
wymigujesz się codziennie
by dać wreszcie kres na pokój
nawet ciebie jest na tyle stać
to nie jest to co osiągnąć chciałeś
zostać niegodzien samego siebie
tym absurdem wzniecony dręczysz
twojego serca fałszywą fasadę
zdradzone uczucia smoląc zapałkami
przypalasz jedynie własne palce
odejdź gniew i łzy wyschną
rozlane w marzeniach
przecież dzierżysz w zanadrzu
bilet bezpowrotny
obnosząc maskę miast twarzy
zmienną jak próżny wiatr
niefrasobliwie uzurpując cierpienie
wymigujesz się codziennie
by dać wreszcie kres na pokój
nawet ciebie jest na tyle stać
to nie jest to co osiągnąć chciałeś
zostać niegodzien samego siebie
tym absurdem wzniecony dręczysz
twojego serca fałszywą fasadę
zdradzone uczucia smoląc zapałkami
przypalasz jedynie własne palce
odejdź gniew i łzy wyschną
rozlane w marzeniach
przecież dzierżysz w zanadrzu
bilet bezpowrotny

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Karolu, trafnie...
...napisane. "Za często"...Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
@ Przemysław Wróblewski
...dziękuję Przemku, pozdrawiam:)Karol
Moja ocena
bardzo...! tylko literówka: wysychną...Moja ocena