nocne mary

autor:  Karol Kannenberg
5.0/5 | 8


słotno ostre podobne jesiennych wiatry
szarpiąc silnie niejedną czuprynę
smagały tarmosząc lekko okryte ciała
neroztropnych pieszych desperatów
dążących niewiadomych celów

siedziałem przy oknie wyglądając wieczoru
miał lada chwila nadejść i spełnić
swoją powinność zapalając światła
ulicznych latarni domowych lamp

spóźniał się robiąc mnie nerwowym
chmury ciemne poprzewlekane resztą nici
promieni słonecznych łaskotały
figlując poprzez mżystą zasłonę
skaczącymi zajączkami po fasadach
poobgryzywanych zębem czasu kamienic

nareszcie przybył dostojny pan wieczór
poprzedzony pośpiesznym zmrokiem
szedł rozchełstany pewnym krokiem
wymiatając ulice sztucznym świetłem
a zmykające cienie podskakiwały strachliwie
na wybojach betonowych chodników

zapaliłem światłem lekarstwo na strach
owinięty kocem zacząłem oczekiwać poranka
dopóki nie wyrośnie z gasnących snów nowy dzień
na warcie będę siedział wpatrując się w każdy cień



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: