Miłość powszednia

autor:  Tomasz Nowacki
5.0/5 | 13


Dziś prasowałeś moje sukienki,
gdy ja w fotelu udałam że śpię,
tak nieporadnie śmieszny, aż piękny
tak bardzo nie chciałeś obudzić mnie.

Sparzyłeś palce, spaliłeś deskę
i kląłeś pod nosem: a niech to szlag,
mimo że prałbyś białe z niebieskim,
to przecież mnie kochasz nie byle jak.

Chociaż sukienek tych nie założę
(zbiegły się nieco i kolor też zszedł)
To przecież nie mam żalu, broń Boże,
bo wiem, że wdzięczna będę ci wnet.

Więc zaraz udam, że właśnie się budzę,
w zalotnym zdziwieniu uśmiechnę się,
nie chcę pozbawiać cię twoich złudzeń,
bo widzisz, gapo, ja też kocham cię.

Wersje wiersza


 
KOMENTARZE


@Marek Porąbka

No, to mi, Marku, swoją wypowiedzą prawdziwą radość sprawiłeś. :)) Dzięki!

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Jest coś takiego....

..jak uroda wiersza. Jak ktoś nie wie co to, to niech czyta.
Do skutku.
Zachwycający.

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Też tak to widzę, powszednią - nie spowszedniałą.
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: