Ciągle mało
Drewnianą łyżką mieszałaś
w garnku baśnie
z utopijnej kieszeni starego
fartucha wyjmowałaś
jak magik z kapelusza
cukierki nadziejne
złudzeniami
A ja mimo wszystko
cię pożerałam przez
lata jak miłość
małymi paluszkami
kawałek po kawałku
rozdzierałam na żywca
aż nie zostało nic prócz
rzeczywistości
Od tamtej pory
mamo
stale jestem głodna
w garnku baśnie
z utopijnej kieszeni starego
fartucha wyjmowałaś
jak magik z kapelusza
cukierki nadziejne
złudzeniami
A ja mimo wszystko
cię pożerałam przez
lata jak miłość
małymi paluszkami
kawałek po kawałku
rozdzierałam na żywca
aż nie zostało nic prócz
rzeczywistości
Od tamtej pory
mamo
stale jestem głodna

Moja ocena
Rewelacyjny...
...wiersz! Przesycony emocjami jakich dawno nie wyczułam.Pozdrawiam
...
jestem pod wrażeniemPara_ nienormalna :P koleżanko..
pozdrawiam
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Bardzo dobry wierszMoja ocena
Moja ocena
Moja ocena