Wenecja

autor:  Michał Muszalik
5.0/5 | 10


Jeszcze nie pora była, by wstawać,
gwiazdy przeglądały się ostatnimi błyskami w kroplach rosy.
Splot dnia i nocy, gordyjski węzeł poranny,
i tak dzień w dzień, od zarania dziejów.

Stałem w otwartym oknie, i co pode mną? Podwórko?
Kawałek trawy, a nie byłem pewien,
czy patronem tego skrawka nie jest święty Marek.

Gondole ptaków na niebie, pluskał bruk w kanałach ulic,
niedaleko ceglane wyspy pełne śpiących jeszcze ludzi.

Słońce! Nieśmiałe słońce! I tak, jak od początku,
wstawał, by władać czasem pośród obłocznych balkonów
powietrznego pałacu świetlisty, dumny doża.



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Wenecja moja miłość. Z kazdego tam pobytu przywożę kolejne...wiersze i tesknotę.
Bardzo ładny wiersz.
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Michał, bajeczka :)
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

świetne!
Moja ocena: