Nadzieja

autor:  Renata Cygan
5.0/5 | 8


obłapiła mnie znienacka kiedyś z rana
taka cała popitaśnie rozgruchana
zamalowała źrenice na różowo
i nie daje wątpliwościom dojść do słowa

ni stąd ni zowąd opętała mnie na głucho
w sumie dobrze - bo już całkiem ze mną krucho
tak z grubej rury i niezawoalowana
przysiadła szeptem za uszami na barana

bez zdania racji
i nawigacji
wsącza się w ciało
by znów się chciało

wiruje i mota
aż wzrośnie ochota
nadziejo skrzydlata
dopasuj do świata

oblepiła mnie jak mokrym podkoszulkiem
aż ze wzruszenia łzy jak grochy ciekną ciurkiem
otworzyła drzwi na nowe horyzonty
roziskrzywszy wystające z głowy lonty

chociaż matką głupich jest to jednak tuszę
że serducho skamieniałe nieco wzruszy
więc wiosłuję ku miękkiemu ocaleniu
dość już mając życia w udręk moich cieniu

RC 26.02.2013



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

@

dość już mając życia w udręk moich cieniu.....
to moze poprawic ale wiersz zatrzymal