Wegetacja.

autor:  Ann Marie Lech
5.0/5 | 4


W plastikowym worku kładę się do snu,
rozdzieram rajstopy i leżę bez oddechu.


Całuję ustami sinymi od braku i słowa,
zasypiam choć pora jest jeszcze młoda.

Kłamię kochając, zabijam świadomość.

Lecz gdzie ona była ,
czy była jawą a może tylko się śniła?


Zbielały mi oczy i rozum się obudził,
i nęcił wizją bez ładu i składu.


Tak bardzo rozsądnie,
tak bardzo dosadnie,
tak bardzo stabilnie,
tak cholernie ładnie.



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

koniec ładny
Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: