Cień włóczykija

autor:  bronek z obidzy
4.7/5 | 3


Ona.
Ciemną otchłanią urzeczona, topiła w wodzie oczy łzawe,
podarty płaszcz nad czarnym stawem, ściągnięty z mnicha włóczykija,
cieniowym mrokiem dzień rozbijał.
Wysoko, nad granicą mroku, kroplami coraz cieńsze lody
drążyły twarde samorody - kap, kap, jak bajdy o tym samym,
zmrożone płaszczem potarganym, milkły tak samo przed wieczorem,
jak nad jeziorem milkła Ona.

Mnich.
Dawniej w strzelistych Trzech Koronach, zaznaczył cieniem swoje ślady,
w cichym klasztorze z cegieł krwawych rozhuśtał dzwony nad górami,
bim - bam, melodią o tym samym,
skromną muzyką zakonników, budził pienińskich pustelników.
W końcu podobny do upiora, żegnany krzyżem, których trwożył,
skrojony w skrzydła płaszcz rozłożył, odfrunął w Tatry, nad jeziora.

Nad czarnym stawem, dla pasterki, wyrosła w grani sosna licha
ze starganego płaszcza mnicha, wygląda jak kwiat z butonierki,
kap, kap spadają igły w wodę.
Dalej, po drugiej stronie cienia
kropelki skaczą po kamieniach - hop, hop, jak dzieci lodowcowe.



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: