(w)Morde-stwo.

autor:  Ann Marie Lech
4.9/5 | 10


Otwieram usta, zamykam dłonie.
Śpię obok ciebie jak lis na wronie.
Nucę i mruczę, łapię i sapię.

Płaczę cichutko , miauczę krótko.
Rozchylam biodra , zadzieram uda
Przecież jestem ci potrzebna jak psu buda.


I śmieję się i tańczę znów
i gram i dygam
i oślepia mnie blask twoich kłów.

A potem psuję się i baterie się kończą ,
I trzask i zgrzyt słowa się plączą.
A ty bierzesz na barki , twarzą kamienną,
wypełniasz tę pustkę zimną, bezdenną.


Oliwisz mi uda , ładujesz biodra
Dokręcasz śrubki , dolewasz mi wódki.


Alarm ! Uwaga! Achtung! Pozor!
Krzyczę i drapię , proszę i błagam

O pocałowałeś mnie, napchałeś mi waty
w przestrzenie międzykręgowe,
Trzymasz mi bezwładną moralności głowę,
i walisz w nią z zamkniętymi powiekami siekierą,
by krew z niej spijać potem latami

Co się stało? Gdzie ty jesteś?
Nie ma ciebie ,puste oczy.
Kocham , więc cierpię.

Wersje wiersza


 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

@

czyzby milosc z w.........em

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

choć trudny to dobry, mocny i bezwzględnie szczery wiersz
oceniłem, choć emocje w nim nieocenialne, raczej do przeżycia
Moja ocena: