***

5.0/5 | 13


to był kolejny z czwartków
gdy przylepiony do rodziny byrów
jechałem do nerokourou
by wczytywać się w pismo święte
jechał z nami arbuz
siedzący pomiędzy zapędraczkowanymi adasiem i młodą
na tylnym siedzeniu
po prostu gość

wałęsałem się potem samotnie
wokół domu majkela
jakby nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca
wśród ludzi których mało znałem
a przywoływały mnie ku sobie
skrawki krajobrazów
i brunatno-czerwona barwa ziemi
błąkałem się pomiędzy tym gdzie się znalazłem
a miejscem gdzie sypiałem

później list do rzymian w gronie współczesnych apostołów
babel w dalszym ciągu plątał się to tu to tam
a gdy dobrnęliśmy do kwestii zaufania
i kwestii strachu i śmierci
adaś ugodził mnie zręcznym stwierdzeniem
iż w miłości do boga
przestaje istnieć śmierć
to było celne
zadudniło mi w szarych komórkach

potem znowu cisza
i powrót z księżycem
który na tle nieba
wyglądał jak kawałek arbuza



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: