Tam na górze

autor:  Renata Cygan
5.0/5 | 9


Szary świt się rozpanoszył bezlitośnie.
Poczułam samotność. Dotkliwie.
Usta zamarły w krzyku bezgłośnie,
leżę martwa, choć serce wciąż żywe.

Mam żal do słońca, że bezczelnie wschodzi,
jakby świat się nie zapadał w otchłań grząską,
nie ma cię dopiero od niewielu godzin,
a już rozpacz targa każdą ciała cząstką.

Czemu za oknami dzień codzienny?
Nikt ludzi nie ostrzegł, że to koniec czarny?
Kres życia. Ostatni dzień świata ciemny.
Dinozaurów los nas czeka marny.

Nie chcę umierać i chcę, bo bez ciebie
nie ma istnienia na łez tym padole,
więc już po śmierci, może w dobrym niebie
spotkamy się piękniej niż tutaj na dole?

Wyzbieram ciepłe gwiazdy, okraszę radością,
w puchu obłoków wymoszczę nam domek
i będę Cię karmić nieśmiertelną miłością,
a ty scałujesz mi z twarzy łzy słone...


2011-05-26



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Ostatnia

Ostatnia zwrotka jest wierszem sama w sobie.

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: