Moja proweniencja
Wierne morza
wnoszą o apelację
fal zza Zachodu
Statek chybocze
udaremnionym
sztormem
na środku spokojnego
oceanu braw
Wedle przypuszczeń
rozbije się
o lodowiec
wysunięty ku grani
południowych rubieży
Ale jego waga
osiąga apogeum
Prawda i kłamstwo
Cnota i występek
Piękno i brzydota:
Pojęcia tak jednoznaczne,
że apolityczne ich
drgnienie
w sukcesji po
rozłam
albo ciasnotę
wielkiego kolapsu
Świętej rzeki
dopływów świętych
odebranych przez
stygmat ciszy i ziemi
niczyjej
Świętej proweniencji
Rozlane mgły
retardacje marzeń i snów
opiewają kamienie
wytoczone jako działa
artylerii najcięższego kalibru
przeciw cierpliwości
i odbioru ciepła
ważnej listów postawie
gdzie zatrzymano
obraz wątpienia (com.pl)
w bezkres, który
zdobyty pismem
zataił meandry kurierki wiary
w lepszą połowę
herezji,
a poezji marynarskiego kufla
i burzy w nim
z piwem naważonym
przez bosmana,
zatrutego trwogą Krzyku Muncha
któremu
urągnięto węzłem
małżeńskim –
zawiązanym przez toń
jakoby nieokiełznaną
dna pełnego westchnień
Twoje usta kanałem
na moście, który mostem zwodzonym
a uda portem
Z drugiej strony
ziemi rzeki płyną i płyną
z położonych terenów w stronę niższych
kieruje nimi grawitacja
Nadstawiam dzban
życia
Pełnia ferii,
więc dziecię morza –
wilk morski
uprawia skok na bok
ale tylko na
pełnym morzu
w porcie, kei, zatoce
Jedyną krzywdą
tylko wysłanie
SOS (apokryfu) dla świata
podającego się
za marynistę
Choćby sztuka
poszła na dno
ty zostań wiernym –
każ powstanie sklepienia
w środku wód
i oddziel wody
znajdujące się na dole
od wód unoszących się
w górze,
że
Cały proces stworzenia
być może się wydarzył
rozmyślnie,
być może przypadkiem
Te fale
to mój prawdziwy
chrzest
Pochłoną mnie
głębokie wody
ale na nich
poznam
suchość osądów
orzekanych
pragnieniem
wyjścia na brzeg
stały ląd
wsypę miłości
Gdzieś w nieskończoności
napomnień
wbitych kotwicą
w fundament
mego dryfowania
pośród
szelfów,
wilków morskich
mięczaków
trwałych, ciągłych orek
lwów morskich
złotych rybek
Piranii
i rozgwiazd
wnoszą o apelację
fal zza Zachodu
Statek chybocze
udaremnionym
sztormem
na środku spokojnego
oceanu braw
Wedle przypuszczeń
rozbije się
o lodowiec
wysunięty ku grani
południowych rubieży
Ale jego waga
osiąga apogeum
Prawda i kłamstwo
Cnota i występek
Piękno i brzydota:
Pojęcia tak jednoznaczne,
że apolityczne ich
drgnienie
w sukcesji po
rozłam
albo ciasnotę
wielkiego kolapsu
Świętej rzeki
dopływów świętych
odebranych przez
stygmat ciszy i ziemi
niczyjej
Świętej proweniencji
Rozlane mgły
retardacje marzeń i snów
opiewają kamienie
wytoczone jako działa
artylerii najcięższego kalibru
przeciw cierpliwości
i odbioru ciepła
ważnej listów postawie
gdzie zatrzymano
obraz wątpienia (com.pl)
w bezkres, który
zdobyty pismem
zataił meandry kurierki wiary
w lepszą połowę
herezji,
a poezji marynarskiego kufla
i burzy w nim
z piwem naważonym
przez bosmana,
zatrutego trwogą Krzyku Muncha
któremu
urągnięto węzłem
małżeńskim –
zawiązanym przez toń
jakoby nieokiełznaną
dna pełnego westchnień
Twoje usta kanałem
na moście, który mostem zwodzonym
a uda portem
Z drugiej strony
ziemi rzeki płyną i płyną
z położonych terenów w stronę niższych
kieruje nimi grawitacja
Nadstawiam dzban
życia
Pełnia ferii,
więc dziecię morza –
wilk morski
uprawia skok na bok
ale tylko na
pełnym morzu
w porcie, kei, zatoce
Jedyną krzywdą
tylko wysłanie
SOS (apokryfu) dla świata
podającego się
za marynistę
Choćby sztuka
poszła na dno
ty zostań wiernym –
każ powstanie sklepienia
w środku wód
i oddziel wody
znajdujące się na dole
od wód unoszących się
w górze,
że
Cały proces stworzenia
być może się wydarzył
rozmyślnie,
być może przypadkiem
Te fale
to mój prawdziwy
chrzest
Pochłoną mnie
głębokie wody
ale na nich
poznam
suchość osądów
orzekanych
pragnieniem
wyjścia na brzeg
stały ląd
wsypę miłości
Gdzieś w nieskończoności
napomnień
wbitych kotwicą
w fundament
mego dryfowania
pośród
szelfów,
wilków morskich
mięczaków
trwałych, ciągłych orek
lwów morskich
złotych rybek
Piranii
i rozgwiazd
Wersje wiersza

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena