Pokłon
Cudzyzłowieszcz w mgłodrzewiu się skrada,
śledząc cienie po niebytoskłonach,
a gwiazdokryje drżą w jego dłoni
jak płomieniołupy nocnych mroków.
Wrzosowidła tańczą pod jego stopami,
szelestun wiatru splata językoskrzydła
i każdy szept cudzyzłowieszcza
rozkwita w sercu dziwolągiem czasu.
A gdy zniknie, pozostaje tylko echo,
wywrót słów, które jeszcze nie powstały
i cień jego imienia: cudzyzłowieszcz
jak rysa na tafli nieistnienia.
śledząc cienie po niebytoskłonach,
a gwiazdokryje drżą w jego dłoni
jak płomieniołupy nocnych mroków.
Wrzosowidła tańczą pod jego stopami,
szelestun wiatru splata językoskrzydła
i każdy szept cudzyzłowieszcza
rozkwita w sercu dziwolągiem czasu.
A gdy zniknie, pozostaje tylko echo,
wywrót słów, które jeszcze nie powstały
i cień jego imienia: cudzyzłowieszcz
jak rysa na tafli nieistnienia.

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
@ WoG
Dziękówka!:)Moja ocena
Frajda absolutna!
Powtórzę za Panią Aliną: cymesik!Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
@ Rafał Gatny
z serca!@ Alina Gołecka
Odpowiadam dzięknie prosto z seca wersu! :)Ojej!!!
Cudeńko :)Moja ocena