Potęgo
Potęgo
Potęgo niebios, granico bez krańca,
co w moim żywiole rozświetlasz dzień cały —
na stole wiśnie o cierpkości słońca,
różane płatki w odmianie wspaniałej.
On wchodzi w życie jak wiosenne tchnienie,
a pergola jak sztylet w niebo rośnie.
Miłości — jasne, drżące uniesienie,
sumienie na twarz kładzie światło wiosny.
Choć maską człowiek część świata przesłania,
każdy jest kowalem swojego losu;
z delikatnego ruchu, z drżenia palca
powstaje siatka myśli i niepokojów.
I rzucę piłkę na stronę nieznaną —
tak życie ciągle w krąg się zapętla.
A w pamięć wrasta mimika kochana,
gest, który w sercu jak echo wciąż drzemie.
Bo głos serca — cichy, a przecie wieczysty —
pozostaje z nami na zawsze.
Potęgo niebios, granico bez krańca,
co w moim żywiole rozświetlasz dzień cały —
na stole wiśnie o cierpkości słońca,
różane płatki w odmianie wspaniałej.
On wchodzi w życie jak wiosenne tchnienie,
a pergola jak sztylet w niebo rośnie.
Miłości — jasne, drżące uniesienie,
sumienie na twarz kładzie światło wiosny.
Choć maską człowiek część świata przesłania,
każdy jest kowalem swojego losu;
z delikatnego ruchu, z drżenia palca
powstaje siatka myśli i niepokojów.
I rzucę piłkę na stronę nieznaną —
tak życie ciągle w krąg się zapętla.
A w pamięć wrasta mimika kochana,
gest, który w sercu jak echo wciąż drzemie.
Bo głos serca — cichy, a przecie wieczysty —
pozostaje z nami na zawsze.

!
Niesamowite!Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
AmenMoja ocena