Dolina krzemowa
Oddychamy wspólnym powietrzem
pokutujemy ukamienowani słowem
Wiesz ponoć mam jedno imię
wszystko mi jedno stąd już tylko do wieczności
odciąłem kolor z tęczy
Jak księżyc znają mnie tylko z jednej strony
ale miałem sen o bogu z tatuażem
Zapewne roztrwonił spadający deszcz
Na kule – słowa – pociski
kierowane w moich bliskich
A ja brzydzę się ludzi, to animzacja, a jednak ciągle
ich kocham
bo jestem człowiekiem z krwi, kości i metafory
Nie mam nic, może westchnienie, może urazę
a czuję jakbym posiadał
Wszechświat
To stara szkoła, a ja nie opuszczam lekcji
w garderobie z państw ościennych
równonocy
i dalekich przesileń
kiedy nawet po dniu nie nastaje noc
a po burzy nagie ptaki budzą mnie
wywołując klucz do epopei zmysłu pustelni
z legi cudzoziemskiej
w pastelowych barwach
we Francji odkryłem pierścień absolutny
władzy oddechu
Jestem głodny z natury życia wiecznego
jako poeta i artysta
w plecaku pilnie zbieram zachwyty
Mój promień słońca nie pada
mój cień nie wstaje spojrzenie moje
moja wizja nie obejmuje fundamentu
Najbardziej przeszkadzają mi milczeć myśli
udaremnione w przemycie złotych głosek
rozbitego na krze lustra wody
uderzeniem metafory
pokutujemy ukamienowani słowem
Wiesz ponoć mam jedno imię
wszystko mi jedno stąd już tylko do wieczności
odciąłem kolor z tęczy
Jak księżyc znają mnie tylko z jednej strony
ale miałem sen o bogu z tatuażem
Zapewne roztrwonił spadający deszcz
Na kule – słowa – pociski
kierowane w moich bliskich
A ja brzydzę się ludzi, to animzacja, a jednak ciągle
ich kocham
bo jestem człowiekiem z krwi, kości i metafory
Nie mam nic, może westchnienie, może urazę
a czuję jakbym posiadał
Wszechświat
To stara szkoła, a ja nie opuszczam lekcji
w garderobie z państw ościennych
równonocy
i dalekich przesileń
kiedy nawet po dniu nie nastaje noc
a po burzy nagie ptaki budzą mnie
wywołując klucz do epopei zmysłu pustelni
z legi cudzoziemskiej
w pastelowych barwach
we Francji odkryłem pierścień absolutny
władzy oddechu
Jestem głodny z natury życia wiecznego
jako poeta i artysta
w plecaku pilnie zbieram zachwyty
Mój promień słońca nie pada
mój cień nie wstaje spojrzenie moje
moja wizja nie obejmuje fundamentu
Najbardziej przeszkadzają mi milczeć myśli
udaremnione w przemycie złotych głosek
rozbitego na krze lustra wody
uderzeniem metafory

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena