55
55
pięćdziesiąt pięć wiosen mrozów i jesieni
przeżyłem Chrystusa dwadzieścia dwa lata
boga Kaczmarskiego przeżyłem o osiem
mój algorytm życia ciągle wątki splata
mimo burz zakrętów niespodzianek losu
tych nieoczywistych i tych spodziewanych
choć nie suchą stopą udało się wkroczyć
na ostatnią prostą w emerycki zanik
smak szczęścia poznałem gorycz bólu takoż
coś tam zobaczyłem doceniłem swoje
człowiek mnie zbudował potem rozczarował
na mazurskiej wodzie szukałem ukojeń
choć przestałem ufać ufności mi trzeba
choć przestałem wierzyć ciągle szukam wiary
zwątpienie religią stało się zbyt często
z balansem na przekór nie znajduję miary
walka mnie zmęczyła męka pcha do walki
gdy ostatkiem siły podnoszę powieki
odpycham co boli zapominam fakty
wchodzę do tej samej wciąż wzburzonej rzeki
panteizm mnie wciąga szeptem traw i lasów
pantareizm każe filozofów wspomnieć
światełko przede mną co miga niemrawo
zmusza do wysiłku gdy niechęć koło mnie
nic tu nie jest pewne pewna tylko zmiana
kręci kołowrotek ślepy mnich z zaświatów
przypadkiem rozdaje kierunki i cele
nieznane przestrzenie pełne dylematów
idę więc w nieznane gdzie dojdę nikt nie wie
może się zatrzymam a może upadnę
losu nie przechytrzy siebie nie oszuka
mój algorytm życia nazwany dosadnie
PW
01.08.2025
pięćdziesiąt pięć wiosen mrozów i jesieni
przeżyłem Chrystusa dwadzieścia dwa lata
boga Kaczmarskiego przeżyłem o osiem
mój algorytm życia ciągle wątki splata
mimo burz zakrętów niespodzianek losu
tych nieoczywistych i tych spodziewanych
choć nie suchą stopą udało się wkroczyć
na ostatnią prostą w emerycki zanik
smak szczęścia poznałem gorycz bólu takoż
coś tam zobaczyłem doceniłem swoje
człowiek mnie zbudował potem rozczarował
na mazurskiej wodzie szukałem ukojeń
choć przestałem ufać ufności mi trzeba
choć przestałem wierzyć ciągle szukam wiary
zwątpienie religią stało się zbyt często
z balansem na przekór nie znajduję miary
walka mnie zmęczyła męka pcha do walki
gdy ostatkiem siły podnoszę powieki
odpycham co boli zapominam fakty
wchodzę do tej samej wciąż wzburzonej rzeki
panteizm mnie wciąga szeptem traw i lasów
pantareizm każe filozofów wspomnieć
światełko przede mną co miga niemrawo
zmusza do wysiłku gdy niechęć koło mnie
nic tu nie jest pewne pewna tylko zmiana
kręci kołowrotek ślepy mnich z zaświatów
przypadkiem rozdaje kierunki i cele
nieznane przestrzenie pełne dylematów
idę więc w nieznane gdzie dojdę nikt nie wie
może się zatrzymam a może upadnę
losu nie przechytrzy siebie nie oszuka
mój algorytm życia nazwany dosadnie
PW
01.08.2025

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena