*Dum spiro, spero
jesteś skurczem w spazmie
najwierniejszych melodii
twój szkic pod opuszkiem palca
niewinnie rozebrany ze złudzeń
własnych we mnie wątpliwości
dogasających w pożodze krwi wyborów
a to wszystko zapisane na martwej kartce
rozgryzione w ścianach zszytych niedbałą fastrygą
pustych korytarzy
pierwsza pomoc
metoda od dawna (nie)sprawdzona
wdech…
czerń nie jest tym kolorem
nie odkładaj słuchawki
mów do mnie pantomimą uczuć
spójrz jak zapadam się w dywan złotych liści
wydech…
jesteś parasolem
kurtką z ciepłą podpinką
czapką utkaną z zapachu ciała
wdech…
skraplasz się wilgocią
między udami
odkryłem w tobie nowe słowa
zdania
którym mniej poświęcałem uwagi
które teraz poświęcono
krwią wypływającą z przygryzionych ust
krwią która je rozepnie
rozbierze
zostawi niewinnie nagie litanie
wdech…
przebite dłonie pełne broczą dotykiem
ulgi nie przynosi milczenie
ciepłe i niewymagające
które gwałci duszę
rozkłada szeroko uda
defloruje wspomnienia
nie walcz
ono potrzebuje dobroci
wydech…
jesteś kotem
który chce żeby go głaskać
idę do ciebie krokiem ekwilibrysty
pamiętam kształt piersi
których sterczące wieżyczki z latarniami
pokazywały drogę do Edenu
nie sposób było zabłądzić
wydech…
mokra plama na prześcieradle
a może mi się wydawało?
*z łac. PÓKI ODDYCHAM MAM NADZIEJĘ
najwierniejszych melodii
twój szkic pod opuszkiem palca
niewinnie rozebrany ze złudzeń
własnych we mnie wątpliwości
dogasających w pożodze krwi wyborów
a to wszystko zapisane na martwej kartce
rozgryzione w ścianach zszytych niedbałą fastrygą
pustych korytarzy
pierwsza pomoc
metoda od dawna (nie)sprawdzona
wdech…
czerń nie jest tym kolorem
nie odkładaj słuchawki
mów do mnie pantomimą uczuć
spójrz jak zapadam się w dywan złotych liści
wydech…
jesteś parasolem
kurtką z ciepłą podpinką
czapką utkaną z zapachu ciała
wdech…
skraplasz się wilgocią
między udami
odkryłem w tobie nowe słowa
zdania
którym mniej poświęcałem uwagi
które teraz poświęcono
krwią wypływającą z przygryzionych ust
krwią która je rozepnie
rozbierze
zostawi niewinnie nagie litanie
wdech…
przebite dłonie pełne broczą dotykiem
ulgi nie przynosi milczenie
ciepłe i niewymagające
które gwałci duszę
rozkłada szeroko uda
defloruje wspomnienia
nie walcz
ono potrzebuje dobroci
wydech…
jesteś kotem
który chce żeby go głaskać
idę do ciebie krokiem ekwilibrysty
pamiętam kształt piersi
których sterczące wieżyczki z latarniami
pokazywały drogę do Edenu
nie sposób było zabłądzić
wydech…
mokra plama na prześcieradle
a może mi się wydawało?
*z łac. PÓKI ODDYCHAM MAM NADZIEJĘ

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena