*Dum spiro, spero

autor:  Przemek Trenk
5.0/5 | 4


jesteś skurczem w spazmie
najwierniejszych melodii

twój szkic pod opuszkiem palca
niewinnie rozebrany ze złudzeń
własnych we mnie wątpliwości
dogasających w pożodze krwi wyborów

a to wszystko zapisane na martwej kartce
rozgryzione w ścianach zszytych niedbałą fastrygą
pustych korytarzy

pierwsza pomoc
metoda od dawna (nie)sprawdzona

wdech…

czerń nie jest tym kolorem
nie odkładaj słuchawki
mów do mnie pantomimą uczuć
spójrz jak zapadam się w dywan złotych liści

wydech…

jesteś parasolem
kurtką z ciepłą podpinką
czapką utkaną z zapachu ciała

wdech…

skraplasz się wilgocią
między udami
odkryłem w tobie nowe słowa
zdania
którym mniej poświęcałem uwagi
które teraz poświęcono
krwią wypływającą z przygryzionych ust
krwią która je rozepnie
rozbierze
zostawi niewinnie nagie litanie

wdech…

przebite dłonie pełne broczą dotykiem
ulgi nie przynosi milczenie
ciepłe i niewymagające
które gwałci duszę
rozkłada szeroko uda
defloruje wspomnienia

nie walcz
ono potrzebuje dobroci

wydech…
jesteś kotem
który chce żeby go głaskać
idę do ciebie krokiem ekwilibrysty
pamiętam kształt piersi
których sterczące wieżyczki z latarniami
pokazywały drogę do Edenu
nie sposób było zabłądzić

wydech…
mokra plama na prześcieradle
a może mi się wydawało?



*z łac. PÓKI ODDYCHAM MAM NADZIEJĘ



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: