Wyrok

autor:  Przemek Trenk
5.0/5 | 5


kosmos jest i zawsze był
był przede mną więc będzie i po mnie
czasem kręci się ze mną
gdy wychodzę z nocnych knajp
czasem jest gdzieś obok mnie

bywa że bez zapowiedzi
zmienia swoją obojętność
drąży mnie od środka i zniewala
a ja biernie się poddaję
poddaję się złudzeniu, że mogę
nim kierować

do pewnego stopnia
i na dopasowaną skalę
ja taki malutki punkt
malutkie ziarenko piasku na pustyni
wypełnione materią.

zmieniając kolejne z rzędu
miejsce na ziemi
byłem święcie przekonany
że również uda mi się zmienić siebie

być może to nie była
uświadomiona przez jedną
tysięczną chwili chęć
z pewnością nie od samego
początku wędrówki przez
obce dla mnie światy

ale w którymś momencie
wiedziałem że znalazłem
to czego tak usilnie szukałem
jestem i mój kosmos też jest

to było wyzwolenie
jakby nagle w tłumie jednakowo
ubranych ludzi w białych kitlach
stanął jeden w rozciągniętej koszulce
i wytartych jeansach

jakby z innego snu
innego dnia,
i całkiem innej galaktyki

ten mój kosmos do niedawna
był z plasteliny
do jakiegoś momentu poddawał się
lepieniu
kulaniu i wałkowaniu

przyjmował kształty
w zależności od moich wymagań
bywał tanią dziwką w tanim burdelu
rozkrzyczanym tłumem na stadionie
pełnią księżyca i butelką whisky

czasem mnie oszukiwał
grał swoje role
ale robił to na tyle dobrze
że uśpił moją czujność

nie podejrzewałem że kiedyś
miękkość tej kolorowej masy
zacznie się zmniejszać
twardnieć, aż do momentu
kiedy za żadne skarby
nie będzie się poddawać
moim palcom

i wtedy to się stało
to było niczym błyskawica
na bezchmurnym niebie

ludzie w białych kitlach powrócili
rozsiedli się wygodnie
pod ścianami z księgami koanów na kolanach
i przez długie godziny udawali że poza myślami w nich zawartymi nic ich nie obchodzi

postanowiłem że wytrzymam te kilka tygodni
ich nieustanną i irytującą mnie obecność
bywa że od czasu do czasu
bawimy się w przeciąganie liny
ja przeciwko nim

opróżniając kolejną butelczynę
odkrywam w sobie jeszcze niewielki
pierwiastek wytrwałości i wciąż
udaje mi się wygrywać
a noce są tak przeraźliwie długie

próbuję nie zasypiać
we śnie zawsze nawiedza mnie
obawa że przyjdzie próba w której przegram
strach wsącza się w myśli
wypełnia krew

zmieniając miejsce na ziemi
myślałem że jednakowo ubrani ludzie znikną
że zostawię ich samym sobie
miałem głęboką wiarę że będzie im
do mnie za daleko i niewygodnym stanie się
śledzenie mojego życia

myślałem że nie będą mieli na to siły
zajęci intensywną lekturą koanów
miałem nadzieję że zawładnie nimi amnezja
myliłem się

znaleźli mnie
dzisiaj jak skazaniec w celi śmierci
czekam na swoją kolej



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: