Alchemia uwodzenia

5.0/5 | 3


Śpiewne przesłuchania
w obecności ludzi bezdomnych
Na czele z bezczelnością
w tomie Światło dzienne
dzielimy się łyżką mleka

Na festiwalu uczuć, które
pozdrawiam ze wszystkich stron świata
Na zachodzie spieszno
Na wschodzie mróz
wpływam na suchego przestwór oceanu
Jestem bezpieczny
Jako poeta, pamiętam,
gdy nigdy nie skrzywdziłem
Człowieka prostego

Udaję się za okruchy chleba
z motylą lekkością
Unoszę bramy czasu
By zakotwiczyć w tobie
Mój przypadku odpowiedni
Dano mi śmiertelną mądrość ludową
położenia się na mesjanizmie

Choć stałość to moje
Drugie imię jak
Ona miłość i nienawiść
Zmniejszyły wymagania
boję się pewności
Ja ślusarz doskonały
boję się wahania
Ja czerwień pompejańska

Mam otwarte oczy
i oczywiście, że wiedziałem
Nazajutrz w porywach mogą wystąpić burze
kanoniczny zryw wolnych miejsc
w niebie tetrapodii poeonicznej
Milionerzy z krzywego zwierciadła
zdradźcie krewę

Na tym okręcie marynarz
kreśli pożegnalny gest z iluminatora
A ja ćwiczę milczenie
obracając gorący kamień w ustach
I nic tylko powaga
dodaje mi śmiertelnego animuszu

Choć względy histerii
zostały na rubieżach Wysp bałwochwalstwa

ktokolwiek wiedziałby
o losie zaginionej fali
proszony jest odwiedzić

Ipanemenę
Kuala Lumpur
i Monte Carlo



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: