Dwójnasób

autor:  Kasia Dominik
5.0/5 | 1


Po jakiego grzmota
w szczególe obnażonych słów,
krzyk małych rąk,
stopy obute w podróż,
obligatoryjnie wygryzione przez czas,
wysyłają w przeszpiegi gwiazdy
ześlizgujące się z poręczy księżyca?

Powietrze znieruchomiało.

Podparta jak Stańczyk
jakby zaledwie spóźniona,
rwę noc w strzępy pohukiwaniem sowy.

Gaszę źrenice, robi się jaśniej.
Milczeniem jednorazowego użytku,
myśląc w przód wątkiem pobocznym
zwracam znoszone ciało
ulepione z gliny Prometeusza.

Zwarta w embrion rozsypuję się.

Kasia Dominik



 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena: