Dwójnasób
Po jakiego grzmota
w szczególe obnażonych słów,
krzyk małych rąk,
stopy obute w podróż,
obligatoryjnie wygryzione przez czas,
wysyłają w przeszpiegi gwiazdy
ześlizgujące się z poręczy księżyca?
Powietrze znieruchomiało.
Podparta jak Stańczyk
jakby zaledwie spóźniona,
rwę noc w strzępy pohukiwaniem sowy.
Gaszę źrenice, robi się jaśniej.
Milczeniem jednorazowego użytku,
myśląc w przód wątkiem pobocznym
zwracam znoszone ciało
ulepione z gliny Prometeusza.
Zwarta w embrion rozsypuję się.
Kasia Dominik
w szczególe obnażonych słów,
krzyk małych rąk,
stopy obute w podróż,
obligatoryjnie wygryzione przez czas,
wysyłają w przeszpiegi gwiazdy
ześlizgujące się z poręczy księżyca?
Powietrze znieruchomiało.
Podparta jak Stańczyk
jakby zaledwie spóźniona,
rwę noc w strzępy pohukiwaniem sowy.
Gaszę źrenice, robi się jaśniej.
Milczeniem jednorazowego użytku,
myśląc w przód wątkiem pobocznym
zwracam znoszone ciało
ulepione z gliny Prometeusza.
Zwarta w embrion rozsypuję się.
Kasia Dominik

Moja ocena