Nieskomplikowanie
Z tylu ramion już uciekałam
po próżnicy, infuzje dosercowe doganiały mnie.
Wyostrzone są zmysły, rwane są kapcie.
Rozdartą modlitwę trzeba było zdzierać
z zapłakanych chusteczek.
Gnieździłam się w piwnicy, krążyłam po ulicach,
noc czekała i co jakiś czas coś odbierała,
bez komornika, bez poświadczenia.
Nad ranem bliźniaczej Zdrowaśki słuchałam
pod kontenerem. Odmawiałam ją, wydłubując
strach spod obgryzionych palców,
które niegdyś dotykały artrozy.
Które niegdyś dotykały skostniałych ust.
Liczyłam na nich do trzech razy,
czwartego obiecałam, że nie będzie, i kiedy
z pobliskim obłędem pobiegłam do lasu
echo dzwonów zagłuszyło krzyk.
Kasia Dominik
po próżnicy, infuzje dosercowe doganiały mnie.
Wyostrzone są zmysły, rwane są kapcie.
Rozdartą modlitwę trzeba było zdzierać
z zapłakanych chusteczek.
Gnieździłam się w piwnicy, krążyłam po ulicach,
noc czekała i co jakiś czas coś odbierała,
bez komornika, bez poświadczenia.
Nad ranem bliźniaczej Zdrowaśki słuchałam
pod kontenerem. Odmawiałam ją, wydłubując
strach spod obgryzionych palców,
które niegdyś dotykały artrozy.
Które niegdyś dotykały skostniałych ust.
Liczyłam na nich do trzech razy,
czwartego obiecałam, że nie będzie, i kiedy
z pobliskim obłędem pobiegłam do lasu
echo dzwonów zagłuszyło krzyk.
Kasia Dominik

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena