Bez tytułu
Niepodobnie nie-podniebni
Gdzieś wśród pancerników
I kaktusów
Idziemy przez wielką
pustynię rzeczywistości
Baudrillard kłania nam się
w pas
Hunter Thompson otwiera
bagażnik
Psychodeliczne wizje
mieszają się z transmisją
obrad sejmu
Freud uśmiecha się lubieżnie
gdy jeden z posłów wymachuje
gumowym penisem
A my biegniemy między zegarami Dalego i czas
przelewa nam się
przez palce
Niepodobnie nie-podniebni
stajemy się
powoli
nieuchronnie
A mimo tego
świat się
kręci...
Gdzieś wśród pancerników
I kaktusów
Idziemy przez wielką
pustynię rzeczywistości
Baudrillard kłania nam się
w pas
Hunter Thompson otwiera
bagażnik
Psychodeliczne wizje
mieszają się z transmisją
obrad sejmu
Freud uśmiecha się lubieżnie
gdy jeden z posłów wymachuje
gumowym penisem
A my biegniemy między zegarami Dalego i czas
przelewa nam się
przez palce
Niepodobnie nie-podniebni
stajemy się
powoli
nieuchronnie
A mimo tego
świat się
kręci...

My rating
Podoba mi się sposób w jaki przestawiłeś rzeczywistość, rzeczywiście tak jest :) I ten uśmiechający się lubieżnie Freud, uwielbiam ;)Moja ocena
Moja ocena
Las Wiejska parano ;)ze skutkami ubocznymi
wiersz rozpędza się meskalowo pustynnie
i gubi odjechany klimat w zbyt prostej dosłownej topornej frazie opisie psychodelicznych wizji z obradami sejmu
Freud z Palikotem ratują sytuację w takim ujęciu są wystarczająco psychodeliczni wymieszani i sejmowi
nie potrzebują poprzedzającej łopatologii
tylko uważaj na nietoperze... ;)
Moja ocena
Moja ocena
mocny, kontrowersyjny wiersz :)Moja ocena