Usunięte. | wersja: 7.05.2013 20:48

autor: ParaNormal
5.0/5 | 1


Jak włóczykij palcowy, wędruję
po swej twarzy. Wiecznej zimie.

Jeździmy na łyżwach
po zamarzniętych taflach policzków.
Biegamy wśród krzaczków brwi,
tarzając się w śniegu.
Zjeżdżamy na starych workach
po ziemniakach z górki czoła.
Aż wpadamy do oczu.
Brzegi rzęs są zbyt strome.
Zbyt ślisko.
Wpadamy do Wisły.

Zimno.
Ciemno.
Szok termiczny.
Aż na końcu wypluwa nas
bezlitosna rzeka ust.
Zalała nasze płuca
lodowatą śliną na amen.
I znów w głowie rozbrzmiewa
echo głosu policjanta:
"Dobrze, że nie skoczyliście.
Przy tej temperaturze...
mielibyśmy tu jeszcze więcej ofiar."
I w lustrze znów widzęoczy jego matki.
Najczystsze cierpienie absolutne.
To nasza wina.

A my winem i wódką zalewaliśmy
myśli, czwórka dzieciaków
cztery wyimki społeczeństwa
ze zbyt dużym balastem sumienia.

Lecz teraz już wiem, że słowo
ZAPOMNIENIE nie ma racji bytu.
To tylko wpis nieznanego idioty
do ludzkiego słownika pojęć.
Już jest dobrze.
Nawet polubiłam na nowo
Wisłę i to miasto.
Rytuał twarzy już mnie nie przeraża.
Czynię go ze spokojem i namaszczeniem.
Bo zrozumiałam, że istnieje tylko
pamięć.
Pamiętam ośmioletniego chłopca.
Tak samo jak pierwszy pocałunek.
Tak samo jak maturę.
Tak samo jak wszystko inne.
Z podniesionym czołem stawiam
czoła wszystkim wspomnieniom.
Filtruję je, dezynfekuję,
po czym następuje intensywna inhalacja.
I tak jest dobrze.
Tak jest dobrze...

Wersje wiersza

 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena: