... | wersja: 29.01.2013 22:35

autor: marakuja
5.0/5 | 5


Był bardzo wysoki.
Czasami miałam wrażenie że sięgam mu do pasa,
dlatego na naszą pierwszą randkę
planowałam założyć 10-centymetrowe szpilki,
które nawet kupiłam: skórzane lakierki za 1/4 wypłaty.

Miał trojakie podejście.
Zbudowane na lęku
na gniewie
i pracy nad ułomnościami - wtedy się rozłączał.
Rzadko bywał łagodny, najczęściej gdy już przyparł mnie do muru, doprowadził do granicy. Łagodność jest zbyt blisko słabości.

Ceniłam go za to, że nazywał białe - białe, czarne - czarne. Niezależnie od konsekwencji. Nie bał się konfrontacji.
Umiał rozmawiać z dziećmi jakby od niechcenia. Nie doceniał tego.

Traktował życie jak służbę, a służbę jak walkę.

Nigdy się razem nie śmialiśmy. Nigdy z tego samego. Nieustannie w gotowości, pozycja przed starciem, czekanie na znak do odpalenia, do dźgnięcia.

Przy nim byłam
dwa razy mocniej,
i byłam, naprawdę tak myślę,
jego szansą na najpełniejsze połączenie.

Wersje wiersza

 
KOMENTARZE


Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena:  

Moja ocena

Moja ocena: