zwierciadło | wersja: 20.03.2011 22:52
Idąc w deszczu, mroźny wiatr smagał jej nogi.
Omijając kałuże, głucha na krzyki słyszała tylko szepty mówiące dokąd ma iść.
Zmywając makijaż rozmazany przez łzy i krople spadające z nieba,
zmywała również kawałek siebie, maskę szczęścia którą okrywała swą twarz co rano.
Rozbierając mokre ciuchy obdzierała się ze skóry, które kryły jej duszę.
Tylko teraz była sobą, siedząc w dresie bez makijażu i z kubkiem kawy w dłoni.
Tylko on ją taką znał, przy nim była prawdziwa.
Omijając kałuże, głucha na krzyki słyszała tylko szepty mówiące dokąd ma iść.
Zmywając makijaż rozmazany przez łzy i krople spadające z nieba,
zmywała również kawałek siebie, maskę szczęścia którą okrywała swą twarz co rano.
Rozbierając mokre ciuchy obdzierała się ze skóry, które kryły jej duszę.
Tylko teraz była sobą, siedząc w dresie bez makijażu i z kubkiem kawy w dłoni.
Tylko on ją taką znał, przy nim była prawdziwa.
Wersje wiersza
- 21.03.2011 18:44
- 20.03.2011 22:52

Moja ocena
Moja ocena
zgadzam się z przedmówczynią.Moja ocena
Innaczej bym go rozpisała żeby estetyczniej wyglądało i przyjemniej się czytało:)