Łagodna jak jesień | wersja: 4.10.2021 16:31
Śmierć siedzi na jabłoni.
Przyszła od sąsiada
warkoczami powiewnymi,
czerwonymi jak jagody
dzikiego wina.
On się tak boi umierać,
swoje drzewo ściął,
razem z żałobną czerwienią.
Więc przyszła do mnie,
nie pierwszy raz.
Siedzi i patrzy z żalem
na niewdzięcznika,
pochylonego w twardej nienawiści.
Że jej nie chce przyjąć,
jesiennej takiej, cichej i spokojnej.
Żal jej,
bo u mnie się nie uchowa,
ty giną codziennie
myszy i pająki,
nikt się nie zamartwia.
Nie ta, to przyjdzie inna,
nie taka piękna
w jesiennym słońcu.
Przez dziurkę od klucza,
którejś nocy nad ranem.
Przyszła od sąsiada
warkoczami powiewnymi,
czerwonymi jak jagody
dzikiego wina.
On się tak boi umierać,
swoje drzewo ściął,
razem z żałobną czerwienią.
Więc przyszła do mnie,
nie pierwszy raz.
Siedzi i patrzy z żalem
na niewdzięcznika,
pochylonego w twardej nienawiści.
Że jej nie chce przyjąć,
jesiennej takiej, cichej i spokojnej.
Żal jej,
bo u mnie się nie uchowa,
ty giną codziennie
myszy i pająki,
nikt się nie zamartwia.
Nie ta, to przyjdzie inna,
nie taka piękna
w jesiennym słońcu.
Przez dziurkę od klucza,
którejś nocy nad ranem.
Wersje wiersza
- 4.10.2021 21:17
- 4.10.2021 16:51
- 4.10.2021 16:48
- 4.10.2021 16:45
- 4.10.2021 16:32
- 4.10.2021 16:31

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena