Stagnacja | wersja: 24.09.2011 09:56
W jej pokoju
kawa, mleko
zegar z Merlin
tyk, tyk
odlicza
któż to wie co, czas cyfry zmył
ona i tak ich nie liczy
nie liczy nic...
Czasem uchyli fantazji zasłonę
patrzy
i krzywi się ze zdziwienia w lewą stronę ,
a tam:
narkoman wstrzykuje ranek pachnący marcepanem
para kochanków nie trzyma się jeszcze za ręce
za jasno
za wcześnie
ona szepcze " nie jeszcze"
bez ręczny starzec na spacerze z kulawym psem
ktoś pada
ktoś wstaje
wszyscy czas nazywają dniem
Jak zwierze w klatce znudzone
z powrotem zasłania zasłonę
celując igłą nie ostatni dziś raz
puszcza muzykę
i jest nikim.
Nie, nie boi się w tym trwać
ale jest coś co wydaje się
ucinać tępym toporem
przy ramionach jej głowę..
CODZIENNE TE SAME PYTANIA
CO WYDAJA SIĘ BYĆ NOWE.
kawa, mleko
zegar z Merlin
tyk, tyk
odlicza
któż to wie co, czas cyfry zmył
ona i tak ich nie liczy
nie liczy nic...
Czasem uchyli fantazji zasłonę
patrzy
i krzywi się ze zdziwienia w lewą stronę ,
a tam:
narkoman wstrzykuje ranek pachnący marcepanem
para kochanków nie trzyma się jeszcze za ręce
za jasno
za wcześnie
ona szepcze " nie jeszcze"
bez ręczny starzec na spacerze z kulawym psem
ktoś pada
ktoś wstaje
wszyscy czas nazywają dniem
Jak zwierze w klatce znudzone
z powrotem zasłania zasłonę
celując igłą nie ostatni dziś raz
puszcza muzykę
i jest nikim.
Nie, nie boi się w tym trwać
ale jest coś co wydaje się
ucinać tępym toporem
przy ramionach jej głowę..
CODZIENNE TE SAME PYTANIA
CO WYDAJA SIĘ BYĆ NOWE.
Wersje wiersza
- 24.09.2011 10:15
- 24.09.2011 09:56

Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena
Moja ocena