Lubię | wersja: 4.02.2013 21:09
Lubię czasem Ci zazdrościć niektórych z moich pragnień.
Za chwilę podejdziesz do wielkiego okna i rozsuniesz śnieżnobiałe firany.
Z lekkim stoicyzmem pochylisz o kilka stopni kręgosłup w tył,
za nim odginając ręce.
Uśmiech, który się wówczas pojawi będzie tym samym jak u dziecka.
Możesz tak patrzeć na pieniące się fale morskiego błękitu,
lub wskoczyć z bajecznego klifu i przecinać je swoimi kończynami.
Twoja myśl i zachcianka są decydujące.
Masz wolność jak wiatr,
który obija się o takich jak ja,
te surowe olbrzymie głazy.
Za chwilę podejdziesz do wielkiego okna i rozsuniesz śnieżnobiałe firany.
Z lekkim stoicyzmem pochylisz o kilka stopni kręgosłup w tył,
za nim odginając ręce.
Uśmiech, który się wówczas pojawi będzie tym samym jak u dziecka.
Możesz tak patrzeć na pieniące się fale morskiego błękitu,
lub wskoczyć z bajecznego klifu i przecinać je swoimi kończynami.
Twoja myśl i zachcianka są decydujące.
Masz wolność jak wiatr,
który obija się o takich jak ja,
te surowe olbrzymie głazy.
Wersje wiersza
- 15.06.2015 21:20
- 4.02.2013 21:09

Moja ocena
Moja ocena