moja Kapadocja | version: 23.10.2014 23:09

5.0/5 | 12


zmierzch wchodzę w wąwozy blokowiska
zapalają się światła na pionowych ścianach
na mokradłach dookoła Wisły
piętrzą się sztuczne jaskinie

miasto nie ma tufowych skał
mozolnie wznosi kopce termitów
łapami z żelaza układa przestrzenne puzzle

po ulewnych deszczach grzmią podziemne potoki
uwięzione za kratami w asfaltach
czasem wyrwą się na powierzchnię
żółtą pianą opluwają krawężniki
spychają przechodniów do otworów bram

kościoły drwią z elegancji proporcji
zrzuciły strzeliste kolumnady
nieporadne jak sklejanki przedszkolaka
przypominają wyspy otoczone rzeką ulic czasem
gigantyczne kury przycupnięte na szczycie schodów
lub garnki z uchwytami wież
wieszczącymi nadejście nowych religii

oazy targowisk oferują szczęśliwość posiadania
rzeczy stworzonych poza mapą świata
kupowanie bez pikanterii negocjacji cen
anonimowe z każdej strony lady

nie pojadę do Turcji wiem
jak małża przytwierdzona do podłoża
daję się omywać falom niosącym obrazy głębin
o zmroku przypływa do mnie Kapadocja

stanęła winda
dostałam czas na skojarzenia
włączam kontakt we wnętrzach dziewiątego piętra
dotarłam
dobrze mieć album fotografii pod powiekami


 
COMMENTS


@ Alina Gołecka

dawno nie dostałam takiego prezentu, dziękuję

My rating

Ten wiersz to perła, taka, której się długo szuka.
My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
02.05.2014,  A.L.

Moja ocena

piękny wiersz.
My rating:  

Moja ocena 5++

za tajemniczość Kapadacji
My rating:  
02.05.2014,  Beatrix

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

@

świetny!

My rating

My rating: