moja Kapadocja | version: 23.06.2015 10:11

5.0/5 | 12


wracam pod wieczór w wąwozy blokowiska
zmierzch zapala światła
na ujarzmionych mokradłach dookoła Wisły
piętrzą się otwory sztucznych jaskiń

ulegam złudzeniu a przecież
miastu daleko do tufowych skał zamiast
mozolnie tworzy kopce termitów
łapami z żelaza układa przestrzenne puzzle

po ulewie grzmią podziemne potoki
przez kraty włazów wylewają się na jezdnie
żółtą pianą opluwają krawężniki
spychają przechodniów do otworów bram

kościoły dawno odrzuciły elegancję fasad
ściśnięte ulicami z trudem chronią ciszę
uciekają w niebo formą strzelistych wież
gotowych pośredniczyć każdej religii

oazy targowisk oferują szczęśliwość posiadania
rzeczy stworzonych poza oswojoną mapą świata
kupowanie bez afrodyzjaku negocjacji cen
anonimowe z każdej strony lady

nie dojadę do Kaymakli i Derinkuyu
jak małża przytwierdzona do podłoża
daję się omywać falom niosącym odbite obrazy
wieczorem przypływa wypiętrzony Uçhisar

na piątym znowu stanęła winda
zmusza do wspinaczki kominem schodów
włączam kontakt w mieszkaniu na dziewiątym
dobrze mieć album fotografii pod powiekami


 
COMMENTS


@ Alina Gołecka

dawno nie dostałam takiego prezentu, dziękuję

My rating

Ten wiersz to perła, taka, której się długo szuka.
My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
02.05.2014,  A.L.

Moja ocena

piękny wiersz.
My rating:  

Moja ocena 5++

za tajemniczość Kapadacji
My rating:  
02.05.2014,  Beatrix

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

@

świetny!

My rating

My rating: