Niepokonane miasto

Autore:  bronek z obidzy
5.0/5 | 6


Na Rembertowie garstka naszych obrabia dyrektorom wille,
druga na Muranowie straszy, kilku zniknęło gdzieś na Wilczej.
Ilu nas Janek było wczoraj, gdyśmy się zeszli na Powiślu,
ilu zostało do wieczora,
ze stu?

Resztę połknęło wielkie miasto, jak płatek śniegu oddech bestii,
do rana tylko tuzin ze stu, tamci przepadli bądź odeszli.
To ono w nas zasiało wrogość, pamiętasz Janek marsz po Bródnie
to tam krzyknąłem – chuj z Warszawą!
Dziś jeszcze wracam na południe.

Trzymaj się bracie – powodzenia i jedenaście kciuków w górze,
szeregiem znikające cienie, a z jedenastu twój najdłużej.

Gdzie wyście wtenczas doszli Janek, gdy ja zmierzałem w stronę dworca,
wielkiej sypialni bez firanek, ziarenko maku w środek korca,
pewnie staliście już pod Zegrzem, złorzecząc płonącemu miastu,
że nie daliście się mu pożreć,
w jedenastu.

Wrócicie jednak tam na nowo, zaczniecie wszystko od początku,
zbierzecie chłopców z Rembertowa, resztki porozpraszanych wilcząt,
odwiedzić Pragę, złe rewiry, sprawdzić po tunelowych kątach,
piwnice, parki i meliny, obudzić wszystkich którzy śpią tam.
Ilu was wtenczas będzie Janek, gdy znów staniecie na Powiślu -
z trzystu?

To tyle samo pięści w górze
i aż do skutku: Chuj z Warszawą!
dopóki echo nie odpowie:
Brawo!

Poem versions


 
COMMENTI


I miei voti

I miei voti:  

BRAWO!

podpisano:
Echo
I miei voti:  

I miei voti

I miei voti:  

I miei voti

I miei voti:  
07.01.2012,  frymusna