Wędrowanie

author:  bronek z obidzy
5.0/5 | 7


Widziałem las, w którym wielkie drzewa dostawały zawrotu głowy
słuchając pieśni korników i drwali o domach niedokończonych,
z gniazdami w koronach zakłócającymi tamte śpiewy,
aby zachować resztki wyobraźni i równowagi
choćby tylko do wylęgu, zrzutu samosiejek.

Szedłem przez wymarłą wieś, gdzie czyny jednego, brudnego człowieka
porozwieszane na sznurze ciągnęły się aż do studni pogłębionej.
Widziałem zwężone usta zasłon, które tylko agrafka i kaktus
resztkami sił zmuszały do milczenia.

Byłem pod miastem z wyschniętym gajem pomarańczy, sadami jabłoni.
To tam ludzie na przedmieściach rozkładali śniadanie na trawie
czekając aż przyjdzie coraz to ciszej i rzadziej zapowiadany.
Pewnie dlatego w ich herbie nie było już chleba, ni ryby,
jedynie rajski krzak jeszcze do końca nieoberwany.

Odszedłem, drogą szerszą od maratonu, bez żadnych skrzyżowań,
znaków, zobowiązań, mogłem po niej ruszyć we wszystkie
strony świata, ale tylko w jedną odlatywały żurawie.
Niedługo kur zapiał, pies zaszczekał, przewoźnik
sennik rozczochrany przybił łodzią do brzegu
i wyciągnął rękę po obiecaną zapłatę.

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
03.01.2015,  Alina Bożyk

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
30.12.2014,  A.L.

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
30.12.2014,  frymusna