Ballada o Pleśniaczu
W tej kalekiej opowieści
Pleśniacz będzie się pleśnił
cierpliwy wróg metafizycznych treści
obleśny obywatel świata
dziadyga o złuszczonych kończynach
gnilny złośliwiec złoczyńca
bękart z niego ojciec ropień
matka gangrena
dobrze się w czasie zakorzenił
zbiera radośnie młode pędy lęku
sam nie pędzi
bo jeśli czegoś brak
to brak takiej potrzeby
trzyma w kieszeni wskazówkowego tchórza
i nic mu nie przecieka w zbutwiałych paluchach
rozdęty z niego wstręt
blisko z liszajem przebiśniegiem pleśni
uradowany wklęsłym światłem
wzdęty pęd
ma w zdrowe tkanki wgląd
spękaną ścianą jego dom
i tu się Pleśniacz w całej zgniłej krasie jawi
ckliwy romantyk
sypie ćwiartkami farby kruchej
za sobą ciągnie czarny ślad
w tępym rozpędzie nie objawia skruchy
w kogo on się wdał
pan butwiejących ścian
niepłatny zabójca wszechrzeczy
wytrwałą brzydotą znaczy teren
z gnilnym uporem
tropi to co zdrowe
mało mu tynków
wsącza się także w podświadome
uczestnik procesji chorych ciał
sypie płatkami suchej skóry
na koniec
zjawi się echem
iluzją poczerniałej bramy
w wyszepcie sczezłych słów
po co ci to
na co
było
żyło
kwitło
potem zgniło
Pleśniacz będzie się pleśnił
cierpliwy wróg metafizycznych treści
obleśny obywatel świata
dziadyga o złuszczonych kończynach
gnilny złośliwiec złoczyńca
bękart z niego ojciec ropień
matka gangrena
dobrze się w czasie zakorzenił
zbiera radośnie młode pędy lęku
sam nie pędzi
bo jeśli czegoś brak
to brak takiej potrzeby
trzyma w kieszeni wskazówkowego tchórza
i nic mu nie przecieka w zbutwiałych paluchach
rozdęty z niego wstręt
blisko z liszajem przebiśniegiem pleśni
uradowany wklęsłym światłem
wzdęty pęd
ma w zdrowe tkanki wgląd
spękaną ścianą jego dom
i tu się Pleśniacz w całej zgniłej krasie jawi
ckliwy romantyk
sypie ćwiartkami farby kruchej
za sobą ciągnie czarny ślad
w tępym rozpędzie nie objawia skruchy
w kogo on się wdał
pan butwiejących ścian
niepłatny zabójca wszechrzeczy
wytrwałą brzydotą znaczy teren
z gnilnym uporem
tropi to co zdrowe
mało mu tynków
wsącza się także w podświadome
uczestnik procesji chorych ciał
sypie płatkami suchej skóry
na koniec
zjawi się echem
iluzją poczerniałej bramy
w wyszepcie sczezłych słów
po co ci to
na co
było
żyło
kwitło
potem zgniło

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating